środa, 12 grudnia 2012

12.12.2012 - I rocznica

Minęło 365 dni. W większości trudnych, długich dni.
Każdego dnia moje myśli biegły do Ciebie. Codziennie moje myśli kołysały Cię moim sercu.
Niech tak zostanie.

Iluminacja o matce

Jest liściem, łodygą,
i ziemią w ogrodzie.

Jest liściem, który dotyka policzka,
gdy w samo południe uciekam przed słońcem
w kosmos zieleni. Liściem.
Jest łodygą, łagodnie przygarbioną
pod spuchniętym niebem. Łodygą.

Gdy wspinam się krawędzią góry,
szukam na szczycie samotnej sosny.
Wiem, że to matka czeka,
oddalona gestem milczenia.
Gdy schodzę, ona ciągle milczy,
i czuję, że niebo, które spada mi na głowę,
ona podtrzyma siłą niewidzialnych ramion.
Jest muszelką, znalezioną na plaży,
która nie rani stopy,
lecz łagodnie toczy się w morze.
Skrawkiem lądu w dzikiej zatoce,
cieniem w pustej ulicy,
który patrzy na mnie jak w swoje odbicie.
Jest dobrym wspomnieniem,
gdy czekam na sen w nieznanych ciemnościach,
I ogrodem, gdy rankiem wychodzę na świat.
Jest liściem, łodygą i ziemią w ogrodzie.

 
...

piątek, 26 października 2012

niedziela, 5 sierpnia 2012

Powroty

Wciąż tęsknię. Śnisz mi się Mamo. Całuję Cię po łysej głowie i budzę się z tym zapachem w nosie. To takie realne. I takie bolesne. Wszystko byłam w stanie wyobrazić sobie kiedy chorowałaś. Nawet śmierć i ciszę, która nie była poza moimi doświadczeniami, a która przychodzi tak nagle i prawie zawsze tak samo.
Wszystko, wszystko, wszystko. Oprócz jednego:
potwornego poczucia braku,
bólu, który przenika jak miecz
i tęsknoty...
takiej, co staje kością w gardle.
I można "mieć" różne miłości i nie mieć tej jedynej.

Nie można wyobrazić sobie jak to będzie kiedy kogoś nie będzie. Do tego trzeba dożyć...
Stanąć na brzegiem jeziora. Patrzeć jak odpływa łódź, do której tobie nie wolno wsiąść. Stać i patrzeć. Czuwać i być. Wypuścić dłoń z dłoni. Biec.
Tam jest drugi brzeg.
Jeszcze nie dla mnie...

wtorek, 12 czerwca 2012

6

Dziś mija dokładnie 6 m-cy od śmierci Mamy. Rozpłakałam się wczoraj przed zaśnięciem.
- Mamuniu, przyjdź do nie w snach. Tak dawno nie śniłaś mi się. Przyjdź, bo tak mi źle bez Ciebie. Tak tęskno.
Budzę się. (Nie wiem "czym" człowiek czuje sny...czy to podświadomość czy obraz w głowie, może myśl?)
Pod powiekami ciągle Cię widzę. Jednocześnie jestem obserwatorem i uczestnikiem. Widzę jak tulisz mnie żegnając na ulicy. Przy cmentarzu. I czuję ogromną Miłość. Taką, którą nie sposób poczuć w realnym życiu. Miłość, która przenika całego człowieka. W dłoniach tak prawdziwie czuję dobrze mi znany i zapamiętany kształt Twojego ciała. Ciepły, przejmujący matczyny uścisk. Jedyny.
Nie chcę się obudzić!

Dzięki temu wiem, że Jesteś. Wiem, że mnie kochasz.

 Zapalam świecę i wysyłam Ci światełko do nieba (*)

sobota, 26 maja 2012

26 maja...

Dziś są Twoje Urodziny i Dzień Matki. Podwójne święto. Serce zabiło podwójnie i podwójnie zabolało.
Ty o tym wiesz, prawda?
Mamuniu, czego Ci życzyć po tamtej stronie?
Nieba. Niech Bóg swoim ciepłem wypełni Twoją duszę, Miłością i kolorami tęczy. Na wieczność, na zawsze.
I jeszcze: żeby moje myśli docierały szybko, za każdym razem kiedy myślę: Kocham. 

Wiesz, czasem nawet udaje mi się powiedzieć głośno "Mama", ale nie dziś.
Pamiętasz o naszej umowie?

czwartek, 8 marca 2012

niedziela, 29 stycznia 2012

Granica

Podczas choroby Mamy wiele razy stawałyśmy przed ścianą, wiele razy odbiłam się od niej. Doświadczenie i zrozumienie „ściany” jest sprawą indywidualną. Każdy musi dojrzeć do tego sam. Sam musi zrozumieć, że medycyna ma swoje granice. Przychodzi moment, kiedy trzeba w swoim własnym głęboko zranionym i obolałym wnętrzu dać sobie samemu zgodę na takie pojmowanie trudnej rzeczywistości. Rzeczywistości, która dopiero później pokaże swoje oblicze.
Wtedy jeszcze nie rozumiem tych granic. Gdzie się zaczyna i gdzie kończy medycyna? Jakie są granice życia i śmierci? Dokąd może sięgać ingerencja medyczna, aby nie naruszyć integralności czy tożsamości pacjenta?
Pacjenta….

Ramię w ramię stajemy na polu walki. Ona przerażona, słaba i smutna. Ja niby silna, ufna i zuchwała.
Obie nieświadome…


Zmieni się wiele. Jedno jednak od początku do końca pozostanie constans: ból.
Potworny, przeszywający. I zatrważający lęk.
Cholernie subiektywny.
We wszystkich wymiarach. Na każdej płaszczyźnie istnienia.